Strona główna/Aktualności/Historia/Marek Szołtysek: 35. gyburstag Gazety Rybnickiej

Marek Szołtysek: 35. gyburstag Gazety Rybnickiej

28.03.2025 Historia

35 lat temu, w piątek 23 marca 1990 roku, zaczęła wychodzić nasza „Gazeta Rybnicka”. Miałem okazję uczestniczyć w tym zdarzeniu od samego początku, co potwierdza opublikowany wtedy mój pierwszy tekst o śląskiej kulturze, zatytułowany „Kraina naszych zabawek”. Zatem jako jedyny weteran współpracujący z „GR” nieprzerwanie do dzisiaj mam atut, by powspominać tamte czasy z okazji gyburstagu, czyli 35. urodzin.

 

Bajtel z „Gazetą Rybnicką”. Zdjęcie z pierwszej strony „GR” z 12.06.1990. Redakcja była wtedy na ul. Wiejskiej 7, a czasopismo miało format 24 na 34 cm. Zdj. Marek SzołtysekBajtel z „Gazetą Rybnicką”. Zdjęcie z pierwszej strony „GR” z 12.06.1990. Redakcja była wtedy na ul. Wiejskiej 7, a czasopismo miało format 24 na 34 cm. Zdj. Marek Szołtysek
Okoliczności rozpoczęcia wydawania „Gazety Rybnickiej” w marcu 1990 roku były wyjątkowe. Dziewięć miesięcy wcześniej skończył się w Polsce komunizm, sześć miesięcy wcześniej rozpoczęły się bolesne i konieczne reformy gospodarcze, zaś za dwa miesiące miały się w Polsce odbyć pierwsze wolne wybory samorządowe. Z materialnego punktu widzenia rybniczanom żyło się gorzej niż dzisiaj, ale mieli nadzieje na lepsze. A jak tym zmianom towarzyszyła nasza „Gazeta”?

JAK ZA STAREJ POLSKI
Wielu „Ojców Gazety” próbowało nawiązać do wychodzącego w międzywojennym Rybniku, czyli „za starej Polski” – „Sztandaru Polskiego i Gazety Rybnickiej”. Ten wątek po drodze zaniknął, choć cenne było zaangażowanie Henryka Knapczyka – syna przedwojennego redaktora naczelnego, oraz Michała Kwiatkowskiego – syna przedwojennego wydawcy. Ten ostatni mieszkał wtedy we Francji i podarował redakcji wiele książek. Zostały one sprzedane rybnickim księgarniom i w ten sposób ciągle pusta kasa „Gazety” wzbogaciła się o równowartość ówczesnego fiata 126p.

KONKURENCJA
W 1990 roku większość rybniczan uważała, że wraz z pojawieniem się „GR” upadną te „stare komunistyczne Nowiny”. Tak też sądzono w samej redakcji „Nowin”. Pamiętam rozmowę z jednym z ich dziennikarzy w maju 1990 roku. Był sfrustrowany wizją zmiany rynku medialnego i bał się o swoją pracę z powodu spodziewanego bankructwa. Jednak już jesienią tego samego roku ku zdziwieniu wszystkich sprzedaż „Nowin” nie spadła. Wówczas pojawił się pomysł, by kupić „Nowiny”. Wysłano mnie nawet z tą misją do Katowic do „likwidatora prasy komunistycznej”. Ostatecznie władze Rybnika na to się nie zdecydowały, a „Nowiny” pozostały konkurencją i upadły dopiero w grudniu 2024 roku.

ZMĘCZENIE
Podobnie jak starożytni Żydzi idący z egipskiej niewoli do ziemi obiecanej z powodu zmęczenia odczuli tęsknotę za starymi niewolniczymi czasami – tak też było w Rybniku i całej Polsce. Sporo ludzi zmęczonych trudem reform zaczęło z sentymentem wychwalać dawne komunistyczne czasy. Pamiętam, z jakimi awanturami musieli się mierzyć nasi dziennikarze, przykładowo relacjonując zmiany finansowania żłobków w mieście albo uciążliwości w upiększaniu rynku i ulic w centrum miasta, które w tym czasie było kompletnie rozkopane, co utrudniało komunikację i handel.

NAWYKI SPOŁECZNE I FINANSOWANIE
Poważnym problemem było finansowanie „GR”, gdyż jej „Ojcowie” 35 lat temu nie mieli kompletnie doświadczenia biznesowego i sądzili, że jakoś to będzie. Szybko pojawiły się więc pustki w kasie. To wymagało zaangażowania darczyńców, sięgnięcie do kasy miasta czy wspomnianej darowizny z Francji. Ten chroniczny brak pieniędzy oraz początkowo słaba sprzedaż „GR” rodziły frustracje i napięcia. Oskarżano redakcję o błędy, bo skoro „Gazeta” była coraz lepiej robiona, najszybciej w mieście korzystała ze składu komputerowego, miała coraz ładniejsze zdjęcia – to czemu nie potrafiła sprzedażowo pobić „Nowin”?. Nikt wtedy nie przypuszczał, że aż tak znaczące jest przyzwyczajenie czytelników i reklamodawców do „starych tytułów”.

KRONIKA DZIEJÓW LOKALNYCH
Nic nie trwa wiecznie i nastanie taki moment, kiedy „GR” przejdzie wyłącznie na elektroniczną wersję albo będzie ją redagować „sztuczna inteligencja”, to jednak nie zmieni faktu, że będzie dla historyków najlepszym źródłem wiedzy o Rybniku. Bo gdy się przykładowo zapytamy o francuskich doradców pomagających reformować instytucje naszego miasta, to informacje znajdziemy tylko w „GR” nr 15, 21.11.1990, s. 1 i 3.

Tekst i zdjęcie: Marek Szołtysek

 

Publicysta
Marek Szołtysek

Zobacz także

Marek Szołtysek: Czy kołocz trzeba ratować?
Marek Szołtysek: Czy kołocz trzeba ratować?

Marek Szołtysek: Czy kołocz trzeba ratować?

Marek Szołtysek: Rybniczanin złapał rekina
Marek Szołtysek: Rybniczanin złapał rekina

Marek Szołtysek: Rybniczanin złapał rekina

Marek Szołtysek: Świat śląskich kolędników
Marek Szołtysek: Świat śląskich kolędników

Marek Szołtysek: Świat śląskich kolędników

do góry